Żegnaj, Lidko!

Była dla nas Dobrym Duchem. Zawsze mogłyśmy liczyć na jej pomoc i wsparcie, na Jej Obecność.

Poznałyśmy się jeszcze w czasach OŚKi – w 2002 czy 2003 roku. W czasach, gdy media nie doceniały jeszcze głosu kobiet, gdy nie było to modne, a feminizm był tematem na „michałki”, Lidka była dziennikarką szczerze zainteresowaną tematyką praw kobiet, wspierającą i życzliwą. Bo prawa kobiet i równouprawnienie zawsze były dla Niej ważne.

Była mentorką i dobrych duchem. Dzwoniła do organizacji kobiecych po rady i wskazówki do swoich tekstów, a organizacje dzwoniły do niej: z tematami do nagłośnienia, po radę, jak czymś zainteresować media, jak jakiś temat ugryźć. Od zawsze traktowała ruch kobiecy jako pełnoprawny głos w debacie publicznej. To było wyjątkowe, ujmujące – i odważne.

Podejmowała najbardziej niechciane, trudne tematy, takie jak przemoc wobec kobiet, molestowanie seksualne, prawo do aborcji.

Była zaangażowana w sprawę molestowania seksualnego pracownic Stowarzyszenia KARAN. Napisała o tym w 2005 roku reportaż, a potem kolejne teksty, śledziła sprawę wraz z prawnikami i osobami wspierającymi kobiety – Katarzyną Kądzielą, Izabelą Jarugą-Nowacką. W 2007 roku Feminoteka zorganizowała jedną z pierwszych w Polsce konferencji o molestowaniu seksualnym, której gościnią honorową była Aneta Krawczyk. Naśladując amerykańskie koleżanki i ich akcje wspierania ofiar przemocy seksualnej, organizatorki przygotowały na konferencję znaczki – przypinki z hasłem „Wierzę Anecie Krawczyk”. Lidka była jedną z pierwszych osób, które bez wahania – a to nie była wtedy popularna postawa – przypięły znaczek. Opublikowała też tekst o molestowaniu w KARANIE w publikacji pokonferencyjnej. Podobne sprawy zawsze wzbudzały jej zainteresowanie, uważała za bardzo ważne pisanie o nich, opowiadanie tych historii, o których wiedziała, że grzęzną w sądach na dziesięć lat. Podobnie często pisała o aborcji, a to nie były czasy „czarnych protestów” i robienia selfie na demonstracjach. Pisanie o kobietach, wspieranie kobiet było „niepopularne”. Jak sama mówiła: – Kobiety można w mediach traktować byle jak. A jak ktoś się za nimi ujmie, to jest obśmiewany. Oddychamy seksizmem i brakiem równości (1).

To Lidka namówiła Krzysztofa Wodiczko, żeby swoją instalację na gmachu Zachęty poświęcił przemocy wobec kobiet (2). – Kiedy rozmawiałyśmy o tym projekcie, Lidka, jak zawsze, szukała kobiet bezpośrednio zaangażowanych w problem, spoza Warszawy, z innymi historiami. Podpowiedziałam jej wtedy kilka grup samopomocowych, w tym jedną, naprawdę daleko, pod Słupskiem, w Kobylnicy. Lidka była u nich na drugi dzień, sprowadziła Stowarzyszenie Samopomocowe Kobiet „Wiejskie Klimaty” do Warszawy, dzięki niej te kobiety dostały niesamowite wzmocnienie i uczestniczyły w wyjątkowym projekcie, w sztuce. Tylko ona potrafiła to zrobić – mówi Anna Czerwińska, która z ramienia Fundacji OŚKa współpracowała wówczas przy tym z Lidką.

Była mentorką dla młodych dziennikarek. Rozumiała, że potrzebne jest dziennikarstwo równościowe, w którym głos zabierają kobiety.

Dziennikarstwo, w którym pisze się o sprawach kobiet, mniejszości, grup pokrzywdzonych i wykluczonych, że do tego potrzebna jest równościowa perspektywa. Była jedną z głównych prowadzących kursy dziennikarskie w projekcie Feminoteki „Gendermeria” (2008), a potem w „Gendermeria – równościowy monitoring mediów” (2009). Pomocna, uczynna, otwarta. Zadzierzgnęły się wtedy przyjaźnie na całe życie, prawdziwa feministyczna zmiana warty.

Od samego początku, z entuzjazmem przyjęła pomysł powołania naszej Fundacji – inicjatywę upowszechniania historii kobiet i ruchu kobiecego w Polsce – i zgodziła się być członkinią Rady Fundacji i jej przewodniczącą. Konsultowałyśmy z Lidką różne pomysły, korzystałyśmy z Jej inspiracji.

Stosowała żeńskie końcówki – to było oczywiste, podpisywała petycje, listy otwarte, protestacyjne, manifesty, zabierała głos w sprawach ważnych i tych mniej. Nie opuściła żadnej manify, ani wiecu w obronie praw kobiet. Niezależnie od frekwencji. Zawsze można Ją było tam spotkać.

Była aktywnie zaangażowana w obchody dziewięćdziesięciolecia praw wyborczych kobiet w Polsce, organizowanych przez różne grupy kobiece i organizacje w 2008 roku. Z jej inicjatywy całe „Wysokie Obcasy” (numer 500, 7 grudnia 2008) zostały poświęcone prawom kobiet, feministkom, herstorii – przeprowadziła do tego kilkanaście wywiadów. Przygotowała specjalnie na tę okazję multimedialną prezentację o pierwszych emancypantkach, uzyskaniu praw wyborczych, o feministkach współcześnie pt. „Więcej koleżanek, mniej kolesi”. Lubiła to hasło. Cieszyła się na obchody stulecia praw wyborczych kobiet w tym roku. Miała plany.

Lidka była zawsze po stronie kobiet. Była zawsze tam, gdzie trzeba.

(1) Nagranie w ramach projektu Feminoteki „Gendermeria – równościowy monitoring mediów”, 2009.

(2) Pomnikoterapia. Kariatydy, 2005. „Przez Lidię Ostałowską, koordynatorkę społeczną warszawskiej projekcji(współpracującą z organizacjami takimi jak Fundacja OŚKA – Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych, Stowarzyszenie Samopomocowe Kobiet „Wiejskie Klimaty” w Kobylnicy oraz Lubelskie Stowarzyszenie na rzecz pomocy kobiet BABA), dotarł do kobiet-bohaterek projekcji. Podobnie jak inni ludzie z traumatycznymi przeżyciami osoby te z trudem odnajdują czy budują język, który pomoże im przerwać milczenie. Według Wodiczki niemówienie o przemocy ma przyczyny polityczne ze względu na funkcjonowanie w naszym społeczeństwie przestarzałego języka patriarchalnego”.