Jesteś w ciąży? Jesteś podejrzana!

Na zakończenie swojej kadencji Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak, przedstawił projekt nowego Kodeksu rodzinnego. Obok zmian pozytywnych, stawiających na autonomię dziecka i jego ochronę, są i takie, które uderzają w kobiety.

Nowy Kodeks rodzinny, zgodnie z pierwszymi słowami uzasadnienia, opiera się – zdaniem Rzecznika Praw Dziecka – na „nowej filozofii pojmowania zagadnień rodzinno-prawnych i myślenia o dziecku i rodzinie”. Wśród zmian pozytywnych – takich jak na przykład zastąpienie władzy rodzicielskiej odpowiedzialnością rodzicielską (dziecko nie jest przecież niczyją własnością), wprowadzenie zasady dobra dziecka czy zasady wysłuchania dziecka – są i takie, które mogą mieć dalekosiężne, negatywne skutki dla podmiotowości i autonomii kobiety. Mimo zacnych przesłanek, wylewają przysłowiowe dziecko z kąpielą.

W tym miejscu chciałybyśmy zwrócić uwagę na dwie najbardziej niepokojące nas zmiany. Po pierwsze, projekt Kodeksu rodzinnego wprowadza definicję „dziecka” i stanowi, że „dziecko – to istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności” (art. 21, pkt 3). Jest to wprowadzenie do porządku prawnego tylnymi drzwiami przepisów, które zrównują życie kobiety z zarodkiem i płodem, co może mieć daleko idące, negatywne konsekwencje dla podmiotowości kobiet w ciąży. Kolejna zmiana już wprost taką podmiotowość ogranicza. Projekt wprowadza zupełnie nową instytucję i procedurę postępowania „w sprawie ochrony prawa dziecka do życia i ochrony zdrowia w razie spożywanie przez kobietę w ciąży lub używania innych substancji psychoaktywnych” w art. 132 i dziale VIII.

Alkoholowy zespół płodowy, potocznie zwany FAS, jest rzeczywiście poważnym problemem społecznym, z którym należy walczyć, nie można jednak tego robić kosztem życia i praw kobiety. Zmiany zaproponowane w nowym projekcie przez Rzecznika Praw Dziecka, jakkolwiek zostały złagodzone w stosunku do wersji wcześniejszej, która przewidywała przymusową izolację kobiety w ciąży na oddziale zamkniętym w placówce leczniczej, to jednak w dalszym ciągu polegają na praktycznym ubezwłasnowolnieniu kobiet.

Kobiety w ciąży zostają sprowadzone do roli żywych inkubatorów, których jedyną rolą jest donoszenie ciąży.

To właśnie te zmiany były przedmiotem krytyki Komitetu Ratujmy Kobiety, który pod koniec września 2017 roku apelował do Rzecznika Praw Dziecka o wycofanie się z tego projektu. Zamiast położenia nacisku na profilaktykę FAS, Rzecznik proponuje jedynie uprzedmiotowienie kobiet i ograniczenie ich wolności.

Art. 132 nowego Kodeksu Rodzinnego stanowi, że „w razie spożywania przez kobietę w ciąży alkoholu lub używania innych substancji psychoaktywnych sąd może zobowiązać ją do leczenia”. Przepis, ani w tym miejscu, ani gdziekolwiek indziej, nie definiuje, co oznacza „spożywanie alkoholu”. Czy jeden lub dwa kieliszki wina można już uznać za spożywanie alkoholu, które pozwoli organom państwa „zobowiązać kobietę do leczenia”? W projekcie Kodeksu rodzinnego ani słowem nie wspomina się o ochronie kobiety w ciąży przed przemocą, o roli środowiska, w którym ona przebywa, o roli ojca i rodziny. Tak jakby ciąża była wynikiem niepokalanego poczęcia lub samozapylenia. Jest to kolejna próba oderwania ciąży i sytuacji kobiet w ciąży od rzeczywistości.

Ponadto, w świetle proponowanych przez Rzecznika Praw Dziecka przepisów, kobieta w ciąży, w odniesieniu do której nie ma w ustawie nawet wymogu, aby była uzależniona od alkoholu, jest traktowana gorzej niż osoby uzależnione od alkoholu (według ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi). Sąd może ją skierować na leczenie bądź ustanowić zawodowego kuratora sądowego, co oznacza, że nad kobietą w ciąży jest roztaczana specjalna kuratela, ograniczane są jej prawa jako obywatelki, tak jakby nie była ona osobą rozumną, samodzielną, która sama może podejmować decyzje. W polskim prawie, z jednym wyjątkiem, obowiązuje zasada, że poddanie się leczeniu, w tym leczeniu odwykowemu, jest dobrowolne. Tymczasem w stosunku do kobiety w ciąży element dobrowolności został wyłączony, jest ona cały czas poddawana dyscyplinie, pozbawia się ją praw i podmiotowości.

Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi w jednym tylko przypadku zezwala na przymusowe leczenie – w stosunku do osób, które w związku z nadużywaniem alkoholu powodują rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchylanie się od obowiązku zaspokajania potrzeb rodziny albo systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny (art. 24). Osoby takie kieruje się na badanie przez biegłego w celu wydania opinii w przedmiocie uzależnienia od alkoholu i wskazania rodzaju zakładu leczniczego. Z kolegi według Kodeksu cywilnego przesłanką do ubezwłasnowolnienia może być pijaństwo. Wyraźnie więc widać, że kobiety w ciąży są traktowane jak patologiczni alkoholicy, choć w ustawie brak wskazania, że kobieta w ciąży musi mieć stwierdzoną chorobę alkoholową – mowa jest wyłącznie o spożywaniu alkoholu, bez określenia, na czym miałoby ono polegać.

Wprawdzie projektowane przepisy większy nacisk, niż poprzednio, kładą na perswazję, edukację, to jednak jest to połączone z leczeniem i poddaniem kobiety w ciąży pewnym rygorom. Jej prawa (decyzyjność, samodzielność, prawo do poszanowania życia prywatnego) stoją niżej w hierarchii wartości niż prawa płodu, który ustawa nazywa dzieckiem i w zasadzie traktuje tak jakbyśmy mieli do czynienia z dwiema żywymi, urodzonymi istotami, które mają takie same prawa.

Ta niebezpieczna zmiana, polegająca na zacieraniu granic między kolejnymi fazami rozwoju życia ludzkiego i pomijaniu fazy embrionalnej, zarodka i płodu, jest kolejną próbą sztucznej emancypacji zarodka i płodu. W tym wypadku ta emancypacja zwrócona jest przeciwko kobiecie, która nosi w sobie płód, przeciwko przyszłej matce. Jest to zmiana tym niebezpieczniejsza, że płód zostaje potraktowany jak żywy człowiek, w projekcie już nawet nie pojawia się sformułowanie „dziecko nienarodzone” czy „dziecko poczęte” jak w przepisach penalizujących aborcję w Kodeksie karnym. Płód stał się dzieckiem, które ustawodawca chce uzbroić przeciwko jego przyszłej matce, która być może wypiła lampkę czerwonego wina. Dodatkowo antagonizm między kobietą w ciąży a nasciturusem pogłębia wprowadzenie instytucji „adwokata dziecka”, który ma reprezentować jego interesy. Ustawa suponuje, że kobieta w ciąży może stanowić zagrożenie dla płodu, który trzeba chronić przed jej „nieodpowiedzialnymi” zachowaniami. Projekt stwarza niebezpieczną fikcję prawną, w myśl której prawa płodu są wartością wyższą niż przyrodzona godność kobiety i jej prawa.

Czy tak zatem ma wyglądać nowa filozofia relacji rodzinno-prawnych? Przeciwdziałanie FAS i problemom związanym z tym, że kobiety uzależnione od alkoholu oraz od środków odurzających, będąc w ciąży, nadużywają tychże substancji ze szkodą dla siebie i płodu, wymaga działań, lecz ich celem powinno być wsparcie kobiety i udzielenie im indywidualnej pomocy. Warunkiem zdrowej ciąży jest zdrowie kobiet, a nie ubezwłasnowolnienie ich i sprowadzenie do roli inkubatora.